Freida McFadden - Oddział D

 


Po raz kolejny miałam przyjemność spotkać się z twórczością Freidy McFadden. Tym razem nasze spotkanie nastąpiło przy okazji wydania tytułu Oddział D. Zanurzając się w tę książkę już od samego jej  początku poczułam charakterystyczny dla autorki styl pisania który sprawia że przez fabułę się po prostu płynie choć moim zdaniem zdarzyły się momenty w których bywało nudno ale były one na szczęście w mniejszości. 

Historię poznajemy z perspektywy Amy Brenner - studentki medycyny, która panicznie boi się nocnego dyżuru na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego. Główna bohaterka od dawna bała się tego momentu który wreszcie nadszedł. a sama atmosfera na rzeczonym oddziale praktycznie od samego wejścia staje się napięta za sprawą pojawienia się Camerona - byłego chłopaka Amy. Wraz z kolejnymi godzinami budzące niepokój wydarzenia sprawiają że lęk który ma w sobie młoda studentka medycyny potęguje. Pacjenci zachowują się coraz dziwniej, personel wydaje się coś przed Amy i Cameronem ukrywać, a ludzie zaczynają znikać bez śladu. Amy szybko rozumie, że tej nocy będzie musiała zmierzyć się nie tylko z własną przeszłością, ale też z realnym zagrożeniem. Szybko okazuje się, że niebezpieczeństwo czai się znacznie bliżej, niż ktokolwiek przypuszczał.

Książki tej autorki nie są w naszym kraju jeszcze tak popularne jak jest to za granicą, ale z czasem przybywa pozycji które możemy przeczytać. Osobiście moje spotkanie jest dopiero czwartym z twórczością tej autorki o innych możecie przeczytać TUTAJ. Z opinii paru osób słyszałam że twórczość autorki nie jest regularna pod względem jakości. Według mnie przynajmniej na moment przeczytania czwartej książki spod jej pióra ta regularność jest ale oczywiście jeśli ktoś ma inne zdanie to ja to doskonale rozumiem i szanuje wszakże każdy z nas jest inny i ma inne wymagania co do czytanych książek. 

Strzałem w dziesiątkę jest to że McFadden przeplata ze sobą wydarzenia z teraźniejszości i przeszłości głównej bohaterki co w moim przypadku sprawiało że im szybciej kończył się rozdział z czasów obecnych tym prędzej chciałam do nich wrócić gdyż zdecydowanie w moim odczuciu te rozdziały były dużo ciekawsze, choć rozumiem zabieg autorki.

To, co najbardziej uderzyło we mnie podczas lektury, to sposób, w jaki McFadden manipuluje naszymi sympatiami i jak one zmieniają się w trakcie trwania książki. Przez większość czasu nie byłam pewna, kto jest ofiarą, a kto oprawcą a właściwie to nawet do samego końca nie miałam stu procentowej pewności. Atmosfera Oddziału D, z jego zamkniętymi drzwiami, migoczącymi światłami i poczuciem bycia obserwowanym, została oddana bardzo sugestywnie. Choć finał wydał mi się czymś totalnie nierealistycznym to  w swoim braku realizmu, to właśnie ta absolutna nieprzewidywalność i odwaga autorki w serwowaniu nieprawdopodobnych rozwiązań sprawiły, że bawiłam się świetnie. To książka dla osób, które potrafią zawiesić niewiarę i dać się porwać emocjom, nie analizując każdego medycznego szczegółu pod lupą.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Katarzyna Romanowska - His Obsession

Anna Todd - After. Płomień pod moją skórą.

Melka Kowal - Matki na fejsie